Słowiańscy piraci na Bałtyku



Morze odstrasza po dziś dzień. Trzeba mieć inną świadomość i ... odwagę. Inne wyobrażenie ryzyka, by zostać korsarzem - stwierdza prof. Władysław Filipowiak z Pracowni Archeologicznej Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk w Wolinie (fot.). 

Joanna Orłowska-Stanisławska: - Wikingów często utożsamia się z korsarzami, zapominając o innych barwnych aspektach ich życia i działalności. Tymczasem okazuje się, że Słowianie wcale nie ustępowali awanturniczym Skandynawom i również wyprawiali się na morskie rozboje.

Prof. Władysław Filipowiak: - „Chąśnicy” oraz Vindafrelsi, czyli słowiańscy junacy - tak określano słowiańskich korsarzy. Przypuszczam, że korsarstwo uprawiali na własną rękę i pod egidą władcy. Proceder ten pociągał zarówno najbiedniejszych, jak i możnych. Mamy na to sporo przekazów pisanych. Jeden z najstarszych „Háakonadrápa” pochodzący z połowy X w. informuje, że słowiańscy korsarze grasują w cieśninach duńskich i żyją w Skanii, czyli dzisiejszej południowej Szwecji. Dawniej wśród badaczy panowało przekonanie, że Słowianie nie dotarli w te rejony. Stąd komentarze do takich źródeł były negatywne, że to prawie niemożliwe. Ostatnie badania wykazują jednak, że nasi przodkowie mieszkali na północy Europy. Nie stworzyli tam jednak zwartego osadnictwa, lecz mieszkali wśród rdzennej miejscowej ludności.

- Drakary i knorry - wikińskie łodzie inspirują współczesnych odtwórców historii. Zdobione głowami smoków repliki przypływają na historyczne imprezy. Słowiańskie modele są mniej popularne, choć także znajdują swych naśladowców. Jakie były łodzie naszych przodków?
-Inne od skandynawskich: mniejsze, bardziej płaskodenne, żaglowo - wiosłowe i bardziej zwrotne. Żegluga słowiańska ma krótszą od skandynawskiej tradycję. Komunikacja ludów Północy z kontynentem mogła odbywać się tylko przez wodę. Wiązało się to z wyobrażeniem Skandynawii jako wyspy. Odbiciem takiego poglądu są dawne mapy. Zatem kultura ludu Północy związana była z morzem, w przeciwieństwie do słowiańskiej - rzecznej. Nasi przodkowie po przybyciu nad Bałtyk, zaczęli budować statki, wzorowane częściowo na skandynawskich. Technikę budowy dostosowywali do lokalnych warunków, o czym oprócz kołkowania świadczy choćby rodzaj stosowanych uszczelek. Skandynawowie, aby zapobiec przeciekaniu łodzi, upychali włosie pomiędzy deski poszycia burt. Słowianie tymczasem do tego samego celu stosowali mech. Zachował się on zresztą wraz z drewnem w licznych znaleziskach wraków łodzi. Mech jest odporny na gnicie. Pęcznieje po nasiąknięciu wodą, dzięki czemu nie przepuszcza wody. Włosie również uszczelnia, mimo że nie nasiąka wodą. Z tego względu jest lepsze na niskie temperatury.
Dzięki tradycji żeglugi rzecznej Słowianie w wielu sytuacjach zyskiwali, bo mogli pływać nie tylko po morzu, lecz także po zatokach i rzekach. W przeciwieństwie do wikingów nie bali się płycizn. Wykorzystywali tę umiejętność podczas zażartych walk. Gdy szala zwycięstwa przechylała się na stronę Duńczyków, Słowianie uciekali na płytką wodę. W konsekwencji zwykle wszyscy opuszczali pokład i walczyli na pieszo, do końca.
Opowieść znana ze źródeł historycznych głosi, że jeden z władców duńskich planował wyprawę na Rugię. Mieszkańcy wyspy wysłali posłów, bo chcieli się dogadać. Duńczycy jednak nie uznali nietykalności poselskiej. Wysłańców wsadzili do lochu, a statek przejęli i wypłynęli nim przeciwko Ranom. Chodziło nie tylko o zmylenie przeciwnika, ale jednocześnie o cenne właściwości statku.

- Łacińskie, staroislandzkie i skandynawskie źródła pisane oraz wykopaliska archeologiczne pozwalają odtwarzać historię słowiańskich korsarzy. Kiedy przypada ich największa aktywność na Bałtyku?
- Na X - XII w. Wówczas rozwija się szkutnictwo i żegluga. Powstają wielkie ośrodki handlowo - morskie. Setki statków przewożą tysiące ton towaru, krążąc pomiędzy ujściem Odry, Bornholmem, południową Skandynawią, Rugią a Danią. Żegluga pomiędzy tymi ośrodkami jest regularna i na wielką skalę. Co było wcześniej? - nie wiemy z powodu braku źródeł.

- Jakie miasta słowiańscy korsarze obrali na swoje siedziby?
- Z ważniejszych należy wymienić: Szczecin, Gützgow, z którego pochodził książę - korsarz Misław i wyspę Hidensee, leżącą u zachodnich wybrzeży Rugii, zwaną po słowiańsku Chyciną oraz dawny Wolin. Chociaż Wolin jako miasto uprawiające politykę wystrzegało się zapewne piractwa. Rządzący stawiali raczej na organizowanie wypraw odwetowych pod wspólną banderą. Brała w nich udział zarówno rodowita słowiańska ludność, jak i wikingowie. Na wyprawę wypływał każdy, kto miał ochotę i chciał się dorobić. Przynależność etniczna nie miała znaczenia, jak w Legii Cudzoziemskiej.

- Polityka mieszała się z chęcią zysku. Czy to jedyne motywacje , którymi kierowali się nasi przodkowie ?
- Słowianie zmuszeni byli do uprawiania korsarstwa w pewnych okolicznościach- mówi jeden z ciekawych przekazów. Otóż słowiańskie ziemie zamieszkiwane przez plemiona Wagrów i Obodrytów stały się w IX i X w. celem intensywnych podbojów Sasów. Ekspansja wiązała się z misją chrystianizacyjną. Najeźdźcy nakładali na słowiańskich mieszkańców ogromne daniny. Nasi przodkowie musieli płacić nie tylko księciu, ale i kościołowi. To prowadziło, rzecz jasna, do zubożenia ludu. Znana jest mowa księcia Wagrów Przybysława, w której zarzuca Sasom, że ściągają z nich podatki, zabierają ziemie i żądają na kościół. „Nie mamy z czego żyć, więc musimy wyruszyć na rozbój na morze” - żali się władca.
Próba zaspokojenia wymagań najeźdźcy nie była jedynym powodem rozwoju korsarstwa. Rozbój na morzu zawsze się opłacał, mimo że wiązał się z dużym ryzykiem osobistym i obłożony był karami. Morze odstrasza po dziś dzień. Tylko ludzie wychowani nad wodą z pokolenia na pokolenie mają inne nastawienie. Rolnika nikt nie namówi, żeby wsiadł na okręt wojenny. Trzeba mieć inną świadomość i odwagę. Inne wyobrażenie ryzyka. Na lądzie jest ono zawsze mniejsze. Najokrutniejsze wojny są przecież na wodzie.

- Wielu współczesnych re-enactors przybiera imiona wikińskich awanturników, znanych z historii i literatury. Czy przetrwały imiona jakichś sławnych Słowian - piratów?
- Mamy przykład godny pomnika! Źródła opisują wyczyny niejakiego szczecinianina Wyszaka. Wyszak znany był z tego, że najeżdżał Danię i łupił jej mieszkańców. W końcu jednak popadł w niewolę. Duńczycy nie zdążyli jednak wykonać wyroku, bo korsarz zbiegł do Szczecina, przez Bałtyk na ... małej łódeczce. Zawiesił ją później jako votum nad bramami miasta, z czego wynika, że musiał mieć nieprzęciętną pozycję społeczną i cieszyć się uznaniem za swoje czyny wśród rodaków. Przypuszczam, że Wyszak mógł przepłynąć Bałtyk ... dłubanką. Jak na owe czasy był to wyczyn olimpijski!

- Dłubanka nadaje się tylko do śródlądowej żeglugi...
- Archeolodzy znajdują dłubanki – w tym skandynawskie - na Pomorzu. A więc przypuszczalnie dawni mieszkańcy mogli wyprawiać się na tych łódeczkach także na morze, ale chyba tylko w wyjątkowych sytuacjach.

- Znana jest modlitwa wczesnośredniowieczna, gdzie prosi się Boga, by strzegł nie tylko przed ogniem, zarazą ale i ...wikingami. Czy Słowianie budzili podobny strach wśród mieszkańców basenu Morza Bałtyckiego?
- I owszem. Słowianie budzili grozę w mieszkańcach południowej Skandynawii oraz wysp duńskich. W roku 1136 doszło do wyprawy podjętej przez księcia Racibora Pomorskiego na norweskie miasto Konungahella (leżące niegdyś koło obecnego Göteborga). Nie był to wyłącznie najazd korsarski, ale wyprawa państwowa. Zachował się opis zdobywania miasta Północy. Aby dotrzeć do celu duża flota musiała podjąć ryzyko płynięcia rzeką, w głąb lądu. Udało jej się uniknąć zasadzki. Kronikarz pisze, że najeźdźcy dobili do pomostów, gdzie zniszczyli statki kupców handlujących ze wschodem. To nie wystarczyło, by miasto otwarło swoje bramy. Wrogie załogi zaczęły obrzucać się inwektywami, gdy reszta słowiańskiej armii słuchała głośnych rozkazów swego wodza. Tymczasem jeden z obrońców umiał po słowiańsku i tłumaczył współbratymcom, co zamierzają wrogowie. Tłumacz padł trafiony słowiańską strzałą, gdy najeźdźcy zorientowali się, że ich mowa nie stanowi językowej bariery. W końcu, po wielu staraniach Słowianom udało się wedrzeć do miasta. Zaczęli palić. Wpadli do chrześcijańskiego kościoła murowanego. Zabrali liturgiczne naczynia, kosztowne przedmioty i ...księdza, Budowlę podpalili. W drodze powrotnej pozbyli się kapłana, wysadzając go na jakimś lądzie, nie oddawszy mu jednak zrabowanych skarbów.
Korsarstwo uprawiali też Słowianie, którzy w wyniku najazdów osiedlili się na wyspach duńskich. Interesująca historia wiąże się z biskupem Lundu Absalonem, który wraz z duńskim królem musiał w XII w. zorganizować wyprawę w granicach ...własnego państwa. Celem było poskromienie słowiańskich korsarzy zamieszkałych w Danii, którzy łupili wybrzeża innych duńskich wysp. Wynika z tego, że proceder tak się rozplenił, że najwyżsi dostojnicy w państwie zmuszeni byli zbrojną ręką zaprowadzić porządek!

-Korsarze nękali kupców, żeglarzy i mieszkańców bogatych ośrodków.
Czy miasto miało szansę odparcia zbrojnego ataku?
- Znakiem czasu była lokalizacja ośrodków miejskich i osadnictwa - nie bezpośrednio przy brzegu Bałtyku, ale w oddaleniu od morza. Właśnie ze strachu przed napadami i wyprawami obcych flot. Przy dobrze działającej sygnalizacji ostrzegawczej miasto mogło przygotować się do obrony.

-Strażnicy palili ogniska, dymem sygnalizując zbliżające się niebezpieczeństwo. Czy taka metoda była skuteczna?
- Sprawdzaliśmy jej skuteczność podczas wykopalisk. Dr Eugeniusz Cnotliwy był na grodzisku w Połchowie, położonym około 25 km od Wolina, a ja na Srebrnym Wzgórzu, w mieście. Tylko on i ja widzieliśmy, kiedy zapalą się ognie. Studenci natomiast rozlokowani wzdłuż Dziwny, w miejscach dawnych grodów musieli wyczekiwać znaku pierwszego ogniska, czyli pojawienia się obcej floty. I....po 4 minutach od pojawienia się dymu w Połchowie, wiedziałem już, że zbliżają się obcy....

- Korsarze budzili nie tylko strach, ale i nienawiść. Czy pirat, który dostał się w ręce sprawiedliwości mógł liczyć na łaskę?
- Szkielet mężczyzny około 30-letniego, bardzo rosłego jak na tamte czasy i ...bez głowy – to wymowny przykład „wykopany” na Wzgórzu Wisielców w Wolinie przeze mnie i dr E. Cnotliwego. Zmarły ręce miał skrzyżowane, co świadczy, że został związany. Pomiędzy nogami szkieletu zachowały się ślady po drewnianym palu.
Przed wiekami ciało tego człowieka złożono w ziemi na najwyższym punkcie Wzgórza. Natomiast jego głowę ścięto i wsadzono na pal, żeby wpływający na Dziwnę żeglarze wiedzieli, jak karze się piratów. To było memento mori, ostrzeżenie dla wszystkich korsarzy. Przyznać trzeba, że tak okrutnymi metodami wcale nie wypleniono piractwa. Przeciwnie - głowę warto było nadal ryzykować, tu chodziło zawsze o szybkie i duże korzyści.
Problem ten istniał przez wieki. Próbowano go rozwiązać, co było w interesie miast i panujących. Przeszkodą były złe zwyczaje utrzymujące się jeszcze przez wieki. Według litery prawa brzegowego łupy z rozbitego statku wyrzucone na ląd, ludność zbierała, z czego część mogła wziąć, a resztę oddać panującemu. W praktyce wyglądało to inaczej. Ludzie byli bezduszni i mordowali na brzegu ocalałego z katastrofy żeglarza, by móc zrabować ładunek. Dzielili łup między siebie, nie powiadamiając księcia o zdarzeniu. Tak samo obchodzili się z korsarzem jak i uczciwym żeglarzem. Okrutny zwyczaj ukrócony został dopiero w XIII w., kiedy zaczęło obowiązywać prawo brzegowe.

- Dlaczego Słowianie, którzy wykazali się brawurą w niejednej łupieżczej akcji są mniej znani niż Skandynawowie ?
- Wymiar ich działalności był inny. Wikingowie opanowali wyspę Mann, część Irlandii i Anglii, północną Francję - Normandię. Zniszczyli leżące u ujścia Renu fryzyjskie miasto Dorestadt. Co tu dużo mówić - pierwsi odkryli Amerykę. Archeolodzy potwierdzili, że żeglarze z Północy odkryli Islandię, Grenlandię i dopłynęli do Nowej Ziemi. Opanowali śródlądowe szlaki wodne - Dniepr i Wołgę – docierając do Bizancjum i brzegów arabskich. Słowianie nie mieli podobnych terytorialnych ambicji oraz możliwości. Co innego było żyć i działać na otwartym Atlantyku, a co innego w zamkniętym akwenie Bałtyku.
Taki przykład wykorzystania otwartego częściowo morza dała Ruś Kijowska, która już od IX wieku łupiła i oblegała Bizancjum. Myślę, że w dziedzinie żeglugi słowiańskiej, budownictwa okrętowego i portowego uzyskano wiele nowych źródeł, ale dużo jeszcze jest do zrobienia.

O Rozmówcy:

Prof. dr hab. Władysław Filipowiak, archeolog, były wieloletni dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie. Jako pracownik Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk od 50 lat kieruje badaniami wykopaliskowymi na Wolinie. Specjalizuje się w badaniach nad kulturą Słowian we wczesnym średniowieczu oraz dziejami żeglugi. Pasją profesora jest również Afryka Zachodnia, gdzie odkrył stolicę średniowiecznej Mali.


Autorzy zdjęć:
Błażej Stanisławski oraz
Archiwum Pracowni Archeologicznej IAE PAN w Wolinie

Powyższy wywiad ukazał się w kwartalniku "Gazeta Rycerska"
Przygotowanie: Marcin